Jutro Walentynki, czy może po prostu wtorek?
Cztery dni. Cztery dni z telefonem przy sobie, zawsze, włączone dźwięki, bo kiedy śpię też może zadzwonić. Kąpiel... to oznacza telefon w łazience, bo to raz się odbierało telefon pod prysznicem? Ciągłe wyrzuty.
Dzień pierwszy i drugi. Może powinnam? Nie... nie będę się narzucać, pewnie pracuje. A może jednak? Pewnie śpi... Może rano? Rano to Ty śpisz. Południe... nieee na pewno pracuje.
Dzień trzeci. Nie, to nie w jego stylu. Patrycja jest teraz zbyt dumna by się odezwać, i choćby umierała z tęsknoty i ciekawości, to duma nie pozwala. Cisza...
Dzień czwarty. Nie odebrał, pewnie spał. Wstałaś o 11, więc zadzwoń po południu. Dobra to o 19.
17:26. Znasz to uczucie, kiedy w gardle tworzy Ci się blokada słowno-emocjonalna, która nie pozwala Ci powiedzieć słowa. Ja znam. Ból, łzy i już nic nie trzeba dodawać.
Najchętniej wsiadłabym w pociąg, a następnie stanęła w twoich drzwiach i kazała powtórzyć wszystko, jeszcze raz tym razem prosto w oczy. Bo nie dociera do mnie, że Ty... że ja... że My... Byłam szczęśliwa. Dziękuję, za wszystko. Za to, że przez chwilę czułam się wyjątkowa. Przez chwile miałam wrażenie, że to jest ten czas, to miejsce, ten człowiek.
Miało być tak pięknie. Naprawdę.
Jedyny, właściwy.
"Rozmazałam się?"
Chcę walczyć, ale ktoś podciął mi skrzydła.
Jeszcze się spotkamy, wiesz? I to nie będzie przypadek. Może mała intryga. Nie zapomnę. A Ty zapamiętaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz