sobota, 10 grudnia 2011
178.
Czasem mam tak, że muszę wyjść z domu, pojechać do znajomych, do rodziny, by zachować cząstkę tej stereotypowej, polskiej normalności. By rodzice nie oszaleli, by nie wysłali mnie do psychologa. Jeszcze tego by mi brakowało, 45 letniego faceta, który zajmuje się rozwiązywaniem problemów innych a sam nie potrafi rozmawiać z żoną, ma jedno dziecko i tylko dzięki temu dziecku ma jeszcze żonę. Choć posiadanie w tym przypadku nie jest najlepszym określeniem. Być nastolatką, która nie zastanawia się co mówi. Mówi by bawić innych, by imponować, kusić i rozkochiwać w sobie tych nieporadnych, szukających przygody, chwilowego szczęścia chłopców. Jest to masochizm sam w sobie. Bo właśnie taką osobą nie chce być. Bo kiedy wracam do domu, biorę prysznic, czy leże w łóżku i czytam tę samą stronę książki 5 raz, bo cały czas uciekam gdzieś myślami. Najczęściej do Ciebie, wtedy jestem scenarzystą. A kiedy łzy napływają mi do oczu myślę, że nienawidzę Was wszystkich, że to wasza wina. Że Boga nie ma, choć fajnie byłoby gdyby był. Bo chciałabym wierzyć, że dobrego człowieka nie spotka nic złego. Chciałabym by prawdą były słowa, by nie ranić innych bo sami kiedyś będziemy zranieni. I lubię takie dni jak wczoraj. Kiedy całą imprezę zastanawiam się, gdzie jesteś. I kiedy tańczę, kiedy zaciągam się jego zapachem, zamykając oczy, przypominam sobie jak Ty pachniesz. Jestem introwertykiem, cholernym introwertykiem, który nie potrafi żyć, tak jak żyje w środku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz