poniedziałek, 24 października 2011

Sto sześćdziesiąt siedem.

Coraz częściej o Tobie myślę, pojawiasz się w najmniej oczekiwanym momencie. Wystarczył cień nadziei, że wrócisz, a ja już wszystkich odkładam na później bo najpierw muszę mieć pewność, czy może jakimś cudem, jakimś zajebistym zrządzeniem losu znów nie będziesz mój.Czasami - ale to bardzo rzadko - przychodzi taki dzień, że Cię nienawidzę. Mam ochotę wykrzyczeć Ci wszystko w twarz. A w głowie brzęczą mi słowa "Nie możesz mnie kochać, to tylko dwa miesiące" . Nawet jeśli wtedy było to tylko zauroczenie, to dlaczego nie odeszło razem z Tobą ? To już 5 miesięcy bez Ciebie. A ja dalej wieczorami gapię się w Twoje zdjęcie i spotykam Cie w snach.
 Pamiętam pierwsze spotkanie. Siedzieliśmy na ławeczce. Wpatrzeni w siebie. Nie docierało do mnie, że w końcu z Tobą rozmawiam. Z zafascynowaniem połykałam każde Twoje słowo.  Byłeś, jesteś, może nawet będziesz Moją Obsesją.
Dziewczyny nie rozumiały mnie, dlaczego się z Tobą spotykam, według nich mogłabym mieć kogoś znacznie lepszego. Ale ja nie chcę nikogo innego.
I staram się żyć jak wcześniej, ale każdego razu kiedy poznaje chłopaka porównuje go z Tobą. Wiele im brakuje. I nie mogę się zaangażować, bo boje się, że Ty wrócisz, a ja będę spotykać się z kimś innym.
A najbardziej boję się Ci to wszystko powiedzieć, boje się odrzucenia, ale też boję się, że czujesz to samo co ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz