wtorek, 11 października 2011

Sto sześćdziesiąt jeden.

Wywołuje niekontrolowany uśmiech na twarzy, siedzę na lekcji/w autobusie/wchodzę po schodach/rozmawiam z kimś i odlatuje myślami. Uświadamiam sobie, że głupio się uśmiecham i robię to dalej, bo nie mogę przestać. Muszę to przerwać, to nie zdrowe. Nie wolno mi, jeszcze nie.
W życiu cały czas podejmujemy, musimy podejmować decyzje.Od tych najprostszych, po te bardzo trudne, których konsekwencje ciągną się za nami, jak welon ślubny za panną młodą. Człowiek uczy się na błędach, szkoda, że nie cudzych. Szkoda, że sam musi przejść przez piekło, przez płonące myśli w swojej głowie, by na końcu dowiedzieć się, że źle wybrał. I tracimy coś co było ważne, coś za co teraz oddalibyśmy wszystko. Kogoś. I wyrzuty sumienia nie pozwalają normalnie funkcjonować. Dzwoni budzik - który to powtarza się od poniedziałku do piątku - i niby taki banał, a przez głowę przechodzi Ci myśl, że to nie musiałoby być straszne doświadczenie, że to mógłby być telefon, od tej osoby. Ciepły, zaspany głos mógłby powiedzieć Ci: dzień dobry kocham Cię. Czy nie stałoby się przyjemniejsze ? Ja z utęsknieniem czekałabym na ten moment.

W szkole zajeb. Nagle wszystkim przypomniało się, że to już październik i nie mają jeszcze żadnych ocen. Powariowali, sprawdzian goni sprawdzian. A ja obiecałam, staram się, a jest.. Eh.

A teraz Kings Of Leon - Use Somebody  jest takie piękne, że aż płaczę gdy tego słucham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz