czwartek, 1 września 2011

sto pięćdziesiąt pięć.

obiecałam małe podsumowanie więc piszę.
wakacje odeszły, wrócą za 10 miesięcy. jakie były ? nie można określić ich w jednym słowie. super - to zbyt entuzjastycznie. nie najgorzej - zbyt dramatycznie. były pełne zadumy, rozmyślań, przemyśleń, analiz, ale i szczęścia, tego najzwyklejszego. kiedy to uśmiechasz się szczerze, i śmiejesz na głos niepochamowanym śmiechem, który często był nieuzasadniony.
tak, uciekło mi wiele dni, przesypały się przez palce jak piasek, ale to było nieuniknione i nic nie mogłam zrobić. niecierpię takiej niemocy i tego, że nie zawsze jest tak jak ja chcę. Życie.
nie będę użalać się, że nie chcę do szkoły, że wakacje powinny trwać dziesięć miesięcy, a szkoła dwa - nie odwrotnie. każdy by tak chciał, ale jak już mówiłam Życie.
jak każdy co roku obiecywałam sobie, że tym razem się przyłożę, że się postaram, ale mówiłam to nie wierząc w to. teraz jest inaczej, wierzę, i chcę udowodnić - sobie - że potrafię. nie należę do ludzi którzy zawsze dotrzymują słowa wręcz robię to rzadko, więc czas to zmienić.
ano i Witaj Szkoło !
co u mnie ? chyba wszystko w porządku. tak, wszystko dobrze. za 8 dni osiemnastka mojej kochanej, będzie biba. wracam do czytania e-booka '' Rok 1984'' Orwella George.
P.S. uśmiech z aparatem na zębach - jak sobie przypomnę, mimowolnie się uśmiecham.

jesień będzie przecudowna.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz