wtorek, 28 czerwca 2011

sto czterdzieści.

pomimo tego, iż zostałam obudzona dwie godziny wcześniej niż było to planowane dzień bardzo miły. pozbyłam się części podręczników, choć jak na razie nie mam głowy do kupna nowych. :) wraz z paulinką byłyśmy na kręgielni, na początku nie byłam zbyt chętna by rzucać - swoją drogą ciężką kulą - ale później zostałam hm zmuszona i jakoś tak..w każdym bądź razie było miło. następnie moje najjjukochańsze lody z polewą czekoladową. chłopak, w drzwiach od jakiegoś tam sklepu - nie zwróciłam nawet uwagi jaki to sklep - miał tak ładny uśmiech. biblioteka, w której paulinka wypożyczyła mi książkę ''listy z pudełka,, - Ann Krischner której fragment przeczytałam już w autobusie, bo nie mogłam się powstrzymać i za którą zabiorę się za moment. i bułki weneckie, które paradoksalnie zmalały a ich wartość wyrażana w pieniądzu wzrosła..

kiedy tak siedziałyśmy w restauracji i te osoby, nie, nie nazwę ich dziećmi, świętowały urodziny swej koleżanki rozbawiło mnie ich zachowanie. kiedy weszli do środka cztery dziewczyny i jeden rodzynek pomyślałam ''kolejne sweet urodzinki w knajpie, przy pizzy, z sweet fotkami, które trafią na jeden z portali społecznościowych.'' no i nie myliłam się. wnioski które wyciągnęłam tylko z tego jak wyglądają, jak są ubrani, jak zachowują się przez te kilka minut sprawdziły się. i jak tu nie oceniać ludzi po wyglądzie ? kiedy on tak dużo nam mówi o nich.
wróciła daria, wróciły chęci - zaczynam wakacje

popołudnia bezkarnie cytrynowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz