pomimo tego, iż zostałam obudzona dwie godziny wcześniej niż było to planowane dzień bardzo miły. pozbyłam się części podręczników, choć jak na razie nie mam głowy do kupna nowych. :) wraz z paulinką byłyśmy na kręgielni, na początku nie byłam zbyt chętna by rzucać - swoją drogą ciężką kulą - ale później zostałam hm zmuszona i jakoś tak..w każdym bądź razie było miło. następnie moje najjjukochańsze lody z polewą czekoladową. chłopak, w drzwiach od jakiegoś tam sklepu - nie zwróciłam nawet uwagi jaki to sklep - miał tak ładny uśmiech. biblioteka, w której paulinka wypożyczyła mi książkę ''listy z pudełka,, - Ann Krischner której fragment przeczytałam już w autobusie, bo nie mogłam się powstrzymać i za którą zabiorę się za moment. i bułki weneckie, które paradoksalnie zmalały a ich wartość wyrażana w pieniądzu wzrosła..
kiedy tak siedziałyśmy w restauracji i te osoby, nie, nie nazwę ich dziećmi, świętowały urodziny swej koleżanki rozbawiło mnie ich zachowanie. kiedy weszli do środka cztery dziewczyny i jeden rodzynek pomyślałam ''kolejne sweet urodzinki w knajpie, przy pizzy, z sweet fotkami, które trafią na jeden z portali społecznościowych.'' no i nie myliłam się. wnioski które wyciągnęłam tylko z tego jak wyglądają, jak są ubrani, jak zachowują się przez te kilka minut sprawdziły się. i jak tu nie oceniać ludzi po wyglądzie ? kiedy on tak dużo nam mówi o nich.
wróciła daria, wróciły chęci - zaczynam wakacje
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz